<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6079968420730047993</id><updated>2012-02-28T11:05:17.610-08:00</updated><category term='Chiny'/><category term='Portugalia'/><category term='kobiety'/><category term='Niemcy'/><category term='Ameryka Południowa'/><category term='klęska setnej strony'/><category term='rodzina'/><category term='chińska'/><category term='amerykańska'/><category term='portugalska'/><category term='emigracja'/><category term='USA'/><category term='niemiecka'/><title type='text'>Autobusem przez bibliotekę</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6079968420730047993/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>panna Marchewka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06266690037044863662</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-cmMYpIn_6Xc/TxBw4KkDl3I/AAAAAAAAABU/hdIwSVPdQLw/s1600/file.php%253Favatar%253D10720_1293706695.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>6</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6079968420730047993.post-3924944587111219632</id><published>2012-02-23T09:25:00.000-08:00</published><updated>2012-02-23T09:25:11.415-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Niemcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ameryka Południowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='niemiecka'/><title type='text'>Opowieść o mierzeniu wszystkiego</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://synaesthetisch.files.wordpress.com/2011/05/kehlmann_vermessung.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://synaesthetisch.files.wordpress.com/2011/05/kehlmann_vermessung.jpg" width="195" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;strong&gt;Daniel Kehlmann &lt;em&gt;Die Vermessung der Welt&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Oprócz wszystkich moich wad jestem też - jak to mawiają moi znajomi - germanofilem z Ziem Zachodnich. Objawia się to tym, że mam dyplom filologii z językiem niemieckim jako wiodącym oraz że nie otrząsam się ze wstrętem na widok przegłosów i dźwięk "szwabskiej" mowy. Niestety jednak, z braku samozaparcia (bo nie z braku chęci ani tym bardziej czasu) po niemiecku czytam mało i rzadko, chociaż trafiam właściwie na same dobre książki. Nie inaczej było w przypadku &lt;em&gt;Die Vermessung der Welt&amp;nbsp;&lt;/em&gt;(dla nie-szprechających dostępnej również w polskim przekładzie Jakuba Ekiera pod tytułem&amp;nbsp;&lt;a href="http://lubimyczytac.pl/ksiazka/51558/rachuba-swiata" target="_blank"&gt;Rachuba świata&lt;/a&gt;)*.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść Kehlmana, która swego czasu zdobywała szczyty niemieckich list przebojów czytelniczych, to fabularyzowana biografia dwóch wybitnych umysłów początku XIX wieku - Carla Friedricha Gaußa i Alexandra von Humboldta. W kolejnych rozdziałach przedstawiane są dzieje dzieciństwa, młodości i dorosłości obydwu naukowców, ich skrajnie różne podejście do otaczającego świata, ludzi wokoło i uprawiania nauki. Gauß od wczesnego dzieciństwa uważa otaczających go ludzi za - łagodnie mówiąc - nieszczególnie bystrych, ma pogardliwy stosunek do wszystkiego, co nie jest wyzwaniem dla jego wybitnego umysłu: członków własnej rodziny, innych naukowców, nieinteresujących go dziedzin wiedzy, podróżowania, zachodzących zmian społecznych. Jego przepojone niechęcią oderwanie od rzeczywistości jest na swój sposób zabawne - choć jest to gorzki śmiech, bo prowadzi ono do wielu nieprzyjemnych, a niekiedy tragicznych sytuacji. Humboldt z kolei to duch niespokojny, dążący nie tylko do poznania prawdy za wszelką cenę, lecz przede wszystkim realizujący się głównie przez poznawanie i mierzenie. Nie ma w nim pogardy i niechęci Gaußa, jest natomiast próżność, upór i całkowity brak zrozumienia dla pewnych konwenansów. Humboldt, mimo przykładania wielkiej wagi do metod empirycznych, jest też dużo bardziej skłonny poddawać się rozmaitym teoriom naukowym ówczesnego świata (jak teoria neptunizmu mówiąca o tym, że wnętrze ziemi jest zimną skałą, czy teoria mówiąca o eterze jako o "wypełniaczu" kosmosu) oraz pewnym ideom społecznym. W porównaniu do marudnego i do bólu pragmatycznego Gaußa Humboldt wyrasta na figurę z iście romantycznym zacięciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo tej wyraźnie zarysowane opozycji bohaterowie są jednak do siebie podobni - obaj, choć otoczeni innymi ludźmi, żyją właściwie samotni, w jakimś stopniu przez całe życie zmagając się z cieniami dzieciństwa i młodości. Gauß, wywodzący się z nizin społecznych (nota bene był on jednym z pierwszych dowodów na słuszność powszechnego dostępu do edukacji), od dzieciństwa miał poczucie odrzucenia i wyobcowania; jedyną osobą, z którą był naprawdę psychicznie związany, była jego matka. Odrzucone oświadczyny, śmierć ukochanej kobiety, silny emocjonalny związek z prostytutką, nieudane małżeństwo, rozczarowanie dziećmi - to wszystko upewniało go w poczuciu jednocześnie wyższości i samotności. Humboldt z kolei - baron, znakomicie wykształcony według programu sformułowanego przez samego Goethego, żył zawsze w cieniu starszego brata Wilhelma. Chęć zaimponowania mu, a zarazem zagłuszenia własnych homoerotycznych skłonności pchały go w wir bezustannych podróży i pomiarów, a jednocześnie nie pozwalały na zbudowanie sobie poczucia bezpieczeństwa w społeczeństwie. Obaj - Gauß i Humboldt - bez wahania przedkładają jednak uprawianie nauki nad wszelkie relacje społeczne. Mimo pragmatyzmu obydwu bohaterów, ich podejście jest paradoksalnie bardzo idealistyczne: gotowi są podporządkować wszystkie inne sfery życia jednemu, nieskończonemu i nieuchwytnemu celowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sieci sporo jest recenzji mówiących o głębokim filozoficznym przesłaniu książki, o tym, jakoby zawierała ona odpowiedzi na pytania o cel i sens. Być może - choć takie hasła zalatują mi coelhizmem, którego u Kehlmanna nie wyczułam. Trudno jednak podejrzewać autora o szerzenie prawd objawionych - za wiele jest w tej powieści gorzkiego humoru, za wiele ironii. Bohaterowie, choć poważni, nie są traktowani poważnie; ich wzniosłe czyny i deklaracje wydają się śmieszne w obliczu prawdziwego życia. To właśnie dystans i ironia - nie zaś filozofowanie wątpliwej próby - stanowią dla mnie o wartości tej książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ironiczna i dynamiczna narracja, a także bardzo klarowny styl sprawiają, że &lt;em&gt;Die Vermessung...&lt;/em&gt; czyta się lekko i przyjemnie. Uczuciowe perypetie Gaußa oraz barwnie opisane eskapady Humboldta zaciekawiają i angażują, uważny czytelnik dostrzega drobne aluzje literackie i cieszy się rozbudowanym tłem historycznym, a przy tym śledzi subtelną nić powiązań, łączącą obydwu naukowców na długo przed poznaniem. Warto dać się wciągnąć tej powieści - nie oczekując wielkiego filozoficznego dzieła, a po prostu lekkiej i gorzkawo humorystycznej historii z interesującymi bohaterami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Goodreads: ****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją drogą - może to moje germanofilskie zapędy, ale dlaczego za Odrą czyta się książki wartościowe i zabawne, a u nas na szczytach list przebojów ciągle panuje zmierzch nad rozlewiskiem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;_________________&lt;br /&gt;*Nie miałam do czynienia z przekładem, więc trudno mi ocenić językowo polską wersję. Ale nie zachwycił mnie ani tytuł, ani dostępny na stronie empik.com fragment powieści. Językowo książka nie jest szczególnie skomplikowana, więc jeśli ktoś szprecha chociaż trochę, warto spróbować powalczyć z oryginałem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6079968420730047993-3924944587111219632?l=autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/feeds/3924944587111219632/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/2012/02/opowiesc-o-mierzeniu-wszystkiego.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6079968420730047993/posts/default/3924944587111219632'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6079968420730047993/posts/default/3924944587111219632'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/2012/02/opowiesc-o-mierzeniu-wszystkiego.html' title='Opowieść o mierzeniu wszystkiego'/><author><name>panna Marchewka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06266690037044863662</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-cmMYpIn_6Xc/TxBw4KkDl3I/AAAAAAAAABU/hdIwSVPdQLw/s1600/file.php%253Favatar%253D10720_1293706695.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6079968420730047993.post-4794247652520355633</id><published>2012-02-11T15:18:00.000-08:00</published><updated>2012-02-11T15:18:43.776-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klęska setnej strony'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='portugalska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Portugalia'/><title type='text'>Klęska na froncie artystycznym</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-sQa7Ganrjxk/Tzb27uLDl6I/AAAAAAAAADE/JCV4kFjeeIs/s1600/malar.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-sQa7Ganrjxk/Tzb27uLDl6I/AAAAAAAAADE/JCV4kFjeeIs/s320/malar.jpg" width="208" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;strong&gt;José Saramago&amp;nbsp;&lt;em&gt;O malarstwie i kaligrafii&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że są na świecie ludzie, którzy kończą czytać wszystkie książki, które zaczęli. Szczerze podziwiam ten szlachetny zapał, bo wiele rzeczy na tym świecie zyskuje przy bliższym poznaniu. Sama jednak nie mam, niestety, tyle cierpliwości i wychodzę z nieco krzywdzącego założenia, że skoro pierwsze sto stron jest nudne albo męczące, to kolejne setki też takie będą. Czasami poddaję się wcześniej (zamęczył mnie na przykład "Zmierzch", chociaż czytałam go z dystansem i, jak to się mówi, "dla beki"), ale z reguły staram się być uczciwa i dać tę stustronicową szansę każdej książce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego właśnie cierpię na syndrom "klęski setnej strony" - książek odrzuconych ze wstrętem jako nudne. Ku mojemu nieszczęściu ich stos rośnie szybciej niż tych przeczytanych. Podejrzewam jednak mocno, że nie wynika to z mojego och-ach, jakże wysublimowanego gustu czytelniczego, tylko raczej z wrodzonej marudności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnią ofiarą tejże padł José Saramago. Zasmuciło mnie to o tyle, że dotychczas jego proza zupełnie mi się podobała. "Miasto ślepców" zachwyciło mnie ogromnie, "Baltazar i Blimunda" również ogromnie mnie wciągnęli. Większy problem miałam ze "Wszystkimi imionami", bo zupełnie nie byłam w stanie zaangażować się emocjonalnie w poszukiwania pana Jose - jednak przy czytaniu trzymała mnie ta szczególna niebezpośrednia narracja, cechująca utwory Saramago. Pełna nadziei sięgnęłam więc po "O malarstwie i kaligrafii", które miało być oddechem po natłoku klimatów azjatyckich - i zawiodłam się srodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główny bohater i jednocześnie narrator, wypalony zawodowo malarz, nie tylko nie budzi sympatii - wszak nie każdą postać trzeba lubić - ale jest w jakiś sposób odrażający. Mam wrażenie, że jego trzeźwość osądu i realizm w podejściu do swoich osiągnięć zawodowych i samego siebie w ogóle to jedynie niezbyt dobrze zmontowana fasada. Przebija zza niej zadufanie i pycha w irytującym natężeniu. Za każdym razem, gdy bohater zwierzał się ze swojej przeciętności czy opisywał swój problem, miałam ochotę odpowiedzieć "i bardzo dobrze ci tak!" - do tego stopnia, że aż mnie to zaskakiwało, bo rzadko doświadczam tak negatywnych emocji w stosunku do książek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodatkowo wprowadzenie pierwszoosobowego narratora odarło "O malarstwie i kaligrafii" z jednej z ważniejszych zalet prozy Saramago - niebezpośredniej, skomplikowanej i niejasnej narracji. Długie i skomplikowane wypowiedzi, pełne nawarstwiającej się mowy pozornie zależnej potęgowały wrażenie niejednoznaczności. Towarzysząca lekturze ciągła wątpliwość, czy bohater powiedział to, czy tylko pomyślał, otwierała wiele możliwości interpretacji i zapraszała do podjęcia intelektualnej gry z tekstem. W "O malarstwie..." tego nie ma - wszystko jest jasne, znany jest nadawca komunikatu i jego forma. Znikła więc zachęta, by oderwać się od opowiadanej historii i zagłębić w coraz to kolejne znaczenia słów i symboli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdopodobnie po wygłoszeniu tej sążnistej krytyki powinnam przemyśleć swój stosunek do studiów i wykładowców - zwłaszcza że powieść ta, zawierająca wątki autobiograficzne, miała otworzyć mi oczy na ukryte dotąd przede mną nawiązania i ucieszyć mnie swoją hipertekstualnością. Ogromnie żałuję - a najbardziej chyba tego, że po takich sobie "Wszystkich imionach" i rozczarowującym "O malarstwie i kaligrafii" zraziłam się trochę do Saramago. Muszę szybko przeczytać coś dobrego jego autorstwa, żeby to negatywne wrażenie się rozwiało. Jakieś sugestie? ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6079968420730047993-4794247652520355633?l=autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/feeds/4794247652520355633/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/2012/02/kleska-na-froncie-artystycznym.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6079968420730047993/posts/default/4794247652520355633'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6079968420730047993/posts/default/4794247652520355633'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/2012/02/kleska-na-froncie-artystycznym.html' title='Klęska na froncie artystycznym'/><author><name>panna Marchewka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06266690037044863662</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-cmMYpIn_6Xc/TxBw4KkDl3I/AAAAAAAAABU/hdIwSVPdQLw/s1600/file.php%253Favatar%253D10720_1293706695.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-sQa7Ganrjxk/Tzb27uLDl6I/AAAAAAAAADE/JCV4kFjeeIs/s72-c/malar.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6079968420730047993.post-5991055325914476191</id><published>2012-02-09T03:56:00.000-08:00</published><updated>2012-02-09T03:56:23.728-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='emigracja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina'/><title type='text'>Tysiąc razy, ale dobrze</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-5aNgJt5P3zs/TzO0MMwMy5I/AAAAAAAAAC8/dbErZaVoM1Q/s1600/tysiac-lat.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-5aNgJt5P3zs/TzO0MMwMy5I/AAAAAAAAAC8/dbErZaVoM1Q/s1600/tysiac-lat.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-5aNgJt5P3zs/TzO0MMwMy5I/AAAAAAAAAC8/dbErZaVoM1Q/s1600/tysiac-lat.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Li Yiyun &lt;i&gt;Tysiąc lat dobrych modlitw&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas sesji nie wpływa dobrze ani na mój poziom czytelnictwa, ani na kreatywność w zakresie recenzji. Ale na "Tysiąc lat dobrych modlitw" byłam ewidentnie skazana - w jak najbardziej pozytywnym sensie. Kiedy po długim deliberowaniu stwierdziłam, że kupię książkę w bliżej nieokreślonej przyszłości, zaraz tego samego dnia dostałam ją w prezencie (yay!). Nie mogłam więc kazać jej czekać i bardzo dobrze, bo opowiadania Yiyun Li nie powinny kisnąć na półce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Większość opowieści w zbiorze jest oparta na prostym, ale zarazem otwierającym ogrom możliwości, schemacie: dwie silnie związane ze sobą postaci (najczęściej członkowie rodziny), trwające w konflikcie ze względu na swoje różne charaktery. Konserwatywna, zahukana i zależna psychicznie matka oraz jej stawiający na niezależność, postępowy syn; milczący i skromny aktywista przechowujący w sercu utraconą miłość i nieco bezmyślna i hedonistyczna egoistka; spokojne małżeństwo, wypalone od środka opieką nad chorą córką i para pełna negatywnych namiętności - nie są to przypadki nieznane literaturze, jednak czytelnik nie ma wrażenia "odgrzewania kotletów". Li przekształca banalne sytuacje, nadaje im nowej perspektywy i wzbogaca o elementy, których czytelnik się nie spodziewał. Samotna kobieta okrywająca uroki pierwszej miłości i biorąca ślub jako staruszka? Owszem, motyw powtarzany tysiąc razy, ale obecność w tym układzie kilkuletniego chłopca niweczy poczucie "oswojenia". Podobnie inne historie, grające na oklepanych schematach. Wierność wiarołomnemu narzeczonemu, stopniowe szaleństwo bezczynności, instrumentalne wykorzystanie uczucia - to wszystko już było, ale Li podaje to w sposób intrygujący. Wielką zaletą tych opowiadań jest również fakt, że łatwo zaangażować się emocjonalnie w sytuację bohaterów, łatwo też życzyć im powodzenia. Ich zachowania, z pozoru absurdalne (na przykład zamknięcie się w pokoju z kurą), po chwili zastanowienia nie tylko wydają się zrozumiałe, ale czynią bohaterów ludzkimi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokręcone ludzkie charaktery i małe osobiste dramaty to tylko jeden z elementów układanki. Powtarzającym się motywem jest wyjazd z Chin do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu lepszej przyszłości. Bohaterowie, inaczej niż u Tan, są w stanie przystosować się do amerykańskiej rzeczywistości - jednak to zupełnie inne realia, wyjeżdżają na ogół ludzie młodzi, powodowani pobudkami ekonomicznymi. Nie mają za sobą tak trudnych przejść jak bohaterki Tan. A jednak w obu przypadkach występują pewne podobieństwa - przede wszystkim bezwzględność chińskich korzeni, od których bohaterowie nie są w stanie sie odciąć. &lt;br /&gt;Muszę przyznać, że motyw chińskiej emigracji w Stanach Zjednoczonych zaczyna mnie intrygować. Opisywanie rozterek bohaterów na obczyźnie nie jest niczym nowym, podobnie jak poczucie więzi z rodzinnym krajem. Jednak w przypadku Chińczyków ta głęboka świadomość własnej tożsamości i powiązania z ojczyzną i rodziną jest szczególnie podkreślana. Z jednej strony nie powinno to dziwić, skoro zewsząd płyną ostrzeżenia przed chińskim nacjonalizmem i coraz częściej i głośniej mówi się o roli huaqiao (czyli obywateli Chin mieszkających za granicą) i huayi (czyli etnicznych Chińczyków mieszkających za granicą). Nie jest też tajemnicą ogromne przywiązanie Chińczyków do tradycji i rodziny ani ich skłonność do podtrzymywania więzi i kontaktów rodzinnych bez względu na odległość w czasie i przestrzeni. Mimo iż te wszystkie cechy osadzone w swoim kontekście są logiczne i zasadne, a ja jestem ich świadoma - podczas czytania dają wrażenie pewnej egzotyki. W sytuacji, w której granice państwowe stopniowo się zacierają, a związek emocjonalny między obywatelem a ojczyzną powoli przechodzi na poziom wirtualny, tego rodzaju silne przywiązanie wydaje się obce. Chińczycy zdają się nie mieć problemów podobnych do pytania "czym jest polskość i jak należy ją przeżywać?" - tam poczucie przynależności i wynikające z tego konsekwencje wydają się oczywiste. Być może dlatego opowiadania Li pozostawiają czytelnika z nieco melancholijnym wrażeniem, że z Chin nie da się wyjechać, a od pozostawionych tam problemów nie da się uciec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odczucie to potęguje sposób pisania - Li nie traci czasu na zbędne słowa, nie próbuje zachwycić wyszukanym stylem. Każde opowiadanie przypomina rysunek szkicowany węglem: lekko naszkicowane tło, wyraźnie zarysowane postaci, kilka frapujących detali poruszających emocje czytelnika. I to wystarcza, by zaintrygować i zaangażować - do tego stopnia, że ostatnie zdanie każdej historii niejako wyrywa z transu i trzeba powstrzymać pełne rozczarowania "jak to, już?!". Te otwarte zakończenia&amp;nbsp; uważam za wielką zaletę książki: własne spekulacje na temat dalszych losów bohaterów, pozostawianych zwykle w chwili podjęcia ważnej decyzji, dają dużą satysfakcję i towarzyszą czytelnikowi jeszcze długo po zamknięciu książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo się cieszę, że miałam okazję zapoznać się z prozą Li Yiyun i bez wahania polecam wszystkim, którzy lubią odrobinę podumać nad książką - oraz ewentualnie powzruszać, jeśli trafi się ktoś bardziej wrażliwy ;) Nie polecam chyba tylko tym, którzy nie lubią czytać opowiadań, bo tu wyraźnie widać ich największy minus - dość duże tempo i brak możliwości "wgryzienia się" w bohaterów i ich historie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Goodreads: ****&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6079968420730047993-5991055325914476191?l=autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/feeds/5991055325914476191/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/2012/02/tysiac-razy-ale-dobrze.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6079968420730047993/posts/default/5991055325914476191'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6079968420730047993/posts/default/5991055325914476191'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/2012/02/tysiac-razy-ale-dobrze.html' title='Tysiąc razy, ale dobrze'/><author><name>panna Marchewka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06266690037044863662</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-cmMYpIn_6Xc/TxBw4KkDl3I/AAAAAAAAABU/hdIwSVPdQLw/s1600/file.php%253Favatar%253D10720_1293706695.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-5aNgJt5P3zs/TzO0MMwMy5I/AAAAAAAAAC8/dbErZaVoM1Q/s72-c/tysiac-lat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6079968420730047993.post-2112938737545497781</id><published>2012-01-19T08:27:00.000-08:00</published><updated>2012-01-19T08:30:12.605-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobiety'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rodzina'/><title type='text'>Radość, szczęście i "smutna książka o życiu"</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-1cGh7z5pb4I/TxhDe4xlHGI/AAAAAAAAAC0/LzvOwRrR4ZE/s1600/klub-radosci-i-szczescia-b-iext3753103.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-1cGh7z5pb4I/TxhDe4xlHGI/AAAAAAAAAC0/LzvOwRrR4ZE/s320/klub-radosci-i-szczescia-b-iext3753103.jpg" width="195" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;strong&gt;Amy Tan&amp;nbsp;&lt;em&gt;Klub Radości i Szczęścia&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;To moje trzecie spotkanie z powieścią Amy Tan - i po raz kolejny jest to podejście udane. Proza Tan doskonale wpisuje się w moje potrzeby czytelnicze, bo dostaję jednocześnie i "smutną książkę o życiu", i opowieść o Chinach czasów przewrotu. Po świetnej "Żonie kuchennego boga" i zadowalającej (choć w stosunku do "Żony..." zdecydowanie wtórnej) "Córce nastawiacza kości" przyszła pora na debiutancką, a zarazem najsławniejszą powieść autorki, "Klub Radości i Szczęścia".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowieści ośmiu bohaterek - czterech chińskich matek i ich czterech amerykańskich córek - przedstawione zostały w czterech częściach książki. Cykl opowieści zaczyna się, gdy Jing-Mei (June) Woo musi zastąpić swą niedawno zmarłą matkę na spotkaniu Klubu Radości i Szczęścia. Pozornie nie jest to wielkie wyzwanie - jest to w końcu tylko spotkanie starych przyjaciółek, plotkujących o sąsiadach i dzieciach przy partii majhonga. Jednak June dobrze wie, że za tą fasadą kryje dużo więcej - i rzeczywiście, "ciotki" informują ją, że nawiązały kontakt z siostrami June, zaginionymi w Chinach podczas wojny z Japonią latach trzydziestych, oraz że June musi jechać i spotkać się z nimi, by opowiedzieć im o matce, której nie zdążyły poznać. Ta obawia się jednak, że właściwie nie znała swojej matki - więź, która między nimi istniała, wydaje się być wątpliwej próby. Widzą to również "ciotki", dostrzegające w June odbicie swoich własnych córek, nierozumiejących i odległych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta refleksja uruchamia machinę wspomnień, żali, wyrzutów i nadziei, snutych kolejno przez trzy matki i cztery córki. Poznajemy historie dorastania i młodości w czasach schyłku cesarstwa, republiki i późniejszych wojen, z których przebija przede wszystkim uprzedmiotowienie kobiety, zgadzającej się na własny los - bo przecież przyuczanej do tego od wczesnego dzieciństwa - a jednak silnej i, paradoksalnie, niezależnej. Matki bywają złe, przebiegłe i uparte, za co często płacą wysoką cenę; jednak nawet załamane przeciwnościami losu i konsekwencjami własnych wyborów nie tracą poczucia własnej godności. Próbują przenieść te wartości na córki, lecz na przeszkodzie stoi im nie tylko konflikt pokoleń, lecz cała bariera kulturowa. Córki są już Amerykankami, ich sposób pojmowania świata opiera się o zupełnie inne zasady. Są wolne i niezależne - do tego stopnia, że często nie wiedzą, jak zagospodarować tę mnogość możliwości. Córki również są uparte - lecz zarazem pozbawione przekonania o własnej wartości, psychicznie podległe matkom, od których cały czas chcą się uwolnić. Dodatkowe zawirowania między bohaterkami wprowadza przyjaźń i rywalizacja, łącząca między sobą zarówno matki, jak i córki. Ta mieszanka wzajemnych żali, zazdrości i niezrozumienia, a zarazem nadziei, ufności i przywiązania tworzy skomplikowaną sieć relacji, których nie da się do końca wygładzić - ale które nie muszą być zupełnie proste, by być wartościowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W powieści Tan wciągają nie tylko opowieści - zgłębienia i rozważenia warta jest również warstwa kulturowo-obyczajowa. Ogromnym atutem książki jest nie tylko ciekawe - choć siłą rzeczy fragmentaryczne - zaprezentowanie obyczajowości chińskiej na początku XX wieku, lecz przede wszystkim opisanie funkcjonowania imigrantów chińskich w USA. Pokazuje też, że często dostosowanie się do realiów życia w nowym świecie jest tylko pozorne - matki nie mogą pozbyć się "chińskiej twarzy" i chińskiej mentalności, córki są rozdarte między otaczającą je Ameryką a tkwiącymi gdzieś głęboko Chinami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym "Klub Radości i Szczęścia" to po prostu kawałek niezłej powieści obyczajowej, podanej w nieco alternatywnej formie, jednak mimo to wciągającej. Najsłabszym punktem całości są jednak - paradoksalnie - bohaterki. Szczególny problem miałam z córkami, które wydawały mi się zbyt podobne do siebie. Czasami musiałam zerkać do nagłówka, by upewnić się, czyją historię właściwie czytam. Matki, zdecydowanie bardziej wyraziste, niwelują jednak to niekorzystne wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inne minusy? Cóż, mimo rzetelnej pracy tłumaczki Barbary Korzon i wyczerpujących przypisów tam, gdzie to niezbędne, czytelnik zupełnie nieobeznany z chińską kulturą i obyczajowością może poczuć się zagubiony i przytłoczony. Jednak opowieści członkiń Klubu są na tyle zajmujące, że ktoś mniej chińskolubny ma szansę przemknąć nad problemami kulturowymi i czytać dalej, trzymając kciuki za bohaterki. Trochę niedorozwinięte są też postaci męskich - nie tak demonicznych, jak w innych powieściach Tan, lecz nadal złych albo miałkich. Wprawdzie głównym tematem są relacje matek i córek, jednak mężczyznom nie zaszkodziłoby więcej głębi i charakteru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto też wspomnieć, że powieść doczekała się udanej ekranizacji w reżyserii Wayne'a Wanga, która nie tylko wiernie przedstawia powieść, ale również uwypukla pewne wątki, w książce przedstawione bardziej pobieżnie. W dodatku ma również niezłą ścieżkę dźwiękową i wnętrza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując: polecam zarówno miłośnikom "chińszczyzny", jak i wielbicielom powieści obyczajowych. Dobrze opowiedziane historie osadzone w ciekawym kontekście kulturowym, a dodatkowo mówiące o niełatwych kwestiach bez popadania w oczywistości i oferowania jedynie słusznych rozwiązań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Goodreads: ****&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6079968420730047993-2112938737545497781?l=autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/feeds/2112938737545497781/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/2012/01/radosc-szczescie-i-smutna-ksiazka-o.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6079968420730047993/posts/default/2112938737545497781'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6079968420730047993/posts/default/2112938737545497781'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/2012/01/radosc-szczescie-i-smutna-ksiazka-o.html' title='Radość, szczęście i &quot;smutna książka o życiu&quot;'/><author><name>panna Marchewka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06266690037044863662</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-cmMYpIn_6Xc/TxBw4KkDl3I/AAAAAAAAABU/hdIwSVPdQLw/s1600/file.php%253Favatar%253D10720_1293706695.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-1cGh7z5pb4I/TxhDe4xlHGI/AAAAAAAAAC0/LzvOwRrR4ZE/s72-c/klub-radosci-i-szczescia-b-iext3753103.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6079968420730047993.post-8821066340971798448</id><published>2012-01-13T12:21:00.000-08:00</published><updated>2012-01-19T08:29:03.121-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobiety'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chińska'/><title type='text'>Dość ciemno pod latarnią</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-3YamDXCY84k/TxCRr8TMAkI/AAAAAAAAACo/xlcZkniDCpM/s1600/Zawiescie-czerwone-latarnie_Su-Tong%252Cimages_product%252C21%252C978-83-926064-1-3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-3YamDXCY84k/TxCRr8TMAkI/AAAAAAAAACo/xlcZkniDCpM/s1600/Zawiescie-czerwone-latarnie_Su-Tong%252Cimages_product%252C21%252C978-83-926064-1-3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Su Tong:&amp;nbsp;&lt;i&gt;Zawieście czerwone latarnie&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przyznaję, że kiedy znalazłam tę książkę w bibliotece (nawiasem mówiąc, w dziale "literatura koreańska"), byłam tak podekscytowana, że zapomniałam zerknąć na tylną okładkę. Gdy potem okazało się, że mam przed sobą nie powieść, a zbiór opowiadań, byłam trochę zawiedziona - "Zawieście czerwone latarnie" jest jednym z moich ulubionych filmów i miałam nadzieję na lepsze poznanie bohaterek. Oprócz opowiadania tytułowego zbiór zawiera jeszcze dwa teksty: "1934 przemija" i "Rodzina opium". &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsze opowiadanie - którego oryginalny tytuł, "Żony i konkubiny", został zmieniony po ogromnym sukcesie filmu Zhanga Yimou - rozgrywa się w latach 20. XX w. w zamkniętej przestrzeni tradycyjnego chińskiego domostwa. Główna bohaterka, dziewiętnastoletnia studentka Lotos,  po samobójczej śmierci ojca i klęsce rodzinnego przedsiębiorstwa, decyduje się zostać czwartą konkubiną bogatego Chen Zuoqiana. Szybko okazuje się, że wybrana ścieżka życiowa jest dużo bardziej kamienista, niż Lotos mogłaby się spodziewać. Dziewczyna musi nie tylko podtrzymywać zainteresowanie Starego Pana Chen i spełniać jego fantazje seksualne, lecz przede wszystkim odnaleźć swoje miejsce w pajęczynie intryg snutych przez pozostałe Trzy Panie: prawowitą żonę Radość, słodką i przymilną Chmurę i ekscentryczną Koral, dawną śpiewaczkę operową. Nieustanna rywalizacja o względy Chen Zuoqiana, wzajemna zazdrość i podejrzliwość, ambicje czterech kobiet, ciągła gra fałszywych uśmiechów, półsłówek i oskarżeń - wszystko to tworzy atmosferę napięcia, której młoda Lotos nie jest w stanie sprostać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dodatkowo dziewczynę prześladuje wizja dawnych konkubin, utopionych w ogrodowej studni jako niewierne. Narastający strach przed losem zgładzonych kochanek i klątwami zazdrosnej służącej, poczucie odrzucenia przez Starego Pana Chen i niepokojące, zakazane uczucia kierowane w stronę jego syna i dziedzica, Feipu, prowadzą w końcu do tragedii - nieuniknionej, a zarazem zupełnie innej niż oczekiwała Lotos.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Porównania książki i filmu stają się dla mnie nieuniknione - zmusza do nich sama zmiana tytułu opowiadania, który teraz pozostaje właściwie bez związku z jego treścią, ale za to narzuca silny związek z utworem Yimou. Przykro to mówić, ale wszelkie zestawienia wypadają w zasadzie na korzyść filmu. Postaci książkowe są w większości zarysowane płyciej, niedopowiedziane; owszem, zyskuje wątek Feipu, który "boi się kobiet" i ucieczki szuka w towarzystwie swego przyjaciela-flecisty. Pełnoprawną postacią - scharakteryzowaną równie lekko, jak pozostałe - staje się Stary Pan Chen: u Su Tonga nie jest on tylko nieobecnym cieniem, elementem systemu, lecz ma wyraźne motywacje i potrzeby (a także problemy, nade wszystko z potencją). Jednak sylwetki kobiet, kluczowych bohaterek tekstu, pozostają w porównaniu z filmem blade i mizerne, a na dodatek zwyczajnie niesympatyczne. W sieci częste są opinie, że Lotos - chociaż jest ofiarą nierównoprawnego traktowania i intryg - nie budzi współczucia ani zrozumienia, przez co tekst Su Tonga bywa określany jako mizoginistyczny. Moim zdaniem to nieco zbyt daleko idąca opinia, ale rzeczywiście zachowanie wszystkich kobiet w opowiadaniu budzi raczej sprzeciw i niechęć niż refleksję.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli pierwsze opowiadanie w zbiorze można uznać za nieco rozczarowujące, dwa pozostałe niestety ledwo przyciągają uwagę. Znośne jest drugie w kolejności, "1934 przemija" - opowieść o rozpadaniu się rodziny. Mamy tu do czynienia z klasycznym schematem: młode małżeństwo z przymusu szybko się kończy, gdy on wyrusza do miasta za pracą i tam odnajduje kobietę atrakcyjną i pożądaną. On jest oczywiście zły, kochanka to flądra i ladacznica, która ostatecznie przychodzi po prośbie do zdradzanej żony... Sztampę przełamuje na szczęście zdradzana żona, czyli babka Jiang, która nie jest wybaczającą biedulką ani pokorną ofiarą, czekającą cierpliwie na powrót pana i władcy: nie tylko radzi sobie w trudnych warunkach głodu i zarazy, wychowując liczne potomstwo, lecz staje się - przynajmniej we własnym mniemaniu - inicjatorką rewolty społecznej, przyjmuje pod swój dach ciężarną kochankę męża, z zemsty odbiera jej dziecko, topi zwłoki w jeziorze i wreszcie sama staje się pożądaną kochanką... Te wszystkie działania, podejmowane przez babkę Jiang nie zawsze w dobrej wierze, czynią z niej postać z pewnością niejednoznaczną, ale - podobnie jak w pierwszym opowiadaniu - niekoniecznie sympatyczną. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Rodzina opium", trzeci tekst zbioru, rozgrywa się w latach 40. i opowiada o upadku rodziny obszarników i posiadaczy ziemskich (posługując się odpowiednią terminologią), która - wykupiwszy wszystkie grunty w wiosce - wzbogaciła się na produkcji opium. Upadek ten miało zapoczątkować narodzenie Chencao, syna konkubiny swego dziadka i domowego sługi, który jednak został uznany za prawowitego następcę rodu. Dorastając, Chencao nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości Klonowej Wioski, nie potrafi przejąć aspiracji swego przybranego ojca ani stawić czoła narastającej groźbie komunizmu. Popada w stopniowe odurzenie opium, uciekając od życia, prawdy i odpowiedzialności. Tymczasem próba wprowadzenia w Klonowej Wiosce komunistycznej reformy rolnej staje się głównie pretekstem do osobistej zemsty. Dotyka ona, rzecz jasna, głównie kobiet, które - dotychczas niedostępne - stały się łatwymi ofiarami gwałtu i przemocy. Nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że historia "rodziny opium" prowadzi donikąd - nie tyle w sensie faktycznym (choć tak rzeczywiście się dzieje), ile w warstwie intelektualnej. Czytelnik niewiele się dowiaduje, nie bardzo się wzrusza, nie przywiązuje do bohaterów pozbawionych charakteru czy choćby ciekawych cech osobistych. Koniec tej historii przywitałam z ulgą.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jako całość zbiór, niestety, rozczarowuje - przede wszystkim papierowością i brakiem wyrazu wykreowanych bohaterów. Dodatkowo wiele osób może zniechęcać dosyć dosadny język, który - zwłaszcza w drugim i trzecim opowiadaniu - ociera się miejscami o wulgarność i naturalizm: autor nie szczędzi fizjologicznych detali i opisów przemocy seksualnej. Te wady zagłuszają ulotną symbolikę przewijającą się w tekstach i zniechęcają do głębszej refleksji. Spadająca z opowiadania na opowiadanie przyjemność czytania zepsuła mi, niestety, całe dobre wrażenie wyniesione po tekście tytułowym.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsza książka w 2012 i od razu rozczarowanie. Niestety, nawet dla miłośniczki prozy chińskiej o trudnych losach wiejskich kobiet Su Tong w większej ilości okazał się ciężko strawny. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Goodreads: ***&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6079968420730047993-8821066340971798448?l=autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/feeds/8821066340971798448/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/2012/01/dosc-ciemno-pod-latarnia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6079968420730047993/posts/default/8821066340971798448'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6079968420730047993/posts/default/8821066340971798448'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/2012/01/dosc-ciemno-pod-latarnia.html' title='Dość ciemno pod latarnią'/><author><name>panna Marchewka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06266690037044863662</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-cmMYpIn_6Xc/TxBw4KkDl3I/AAAAAAAAABU/hdIwSVPdQLw/s1600/file.php%253Favatar%253D10720_1293706695.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-3YamDXCY84k/TxCRr8TMAkI/AAAAAAAAACo/xlcZkniDCpM/s72-c/Zawiescie-czerwone-latarnie_Su-Tong%252Cimages_product%252C21%252C978-83-926064-1-3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6079968420730047993.post-8989053896358840241</id><published>2012-01-13T12:10:00.000-08:00</published><updated>2012-01-19T08:29:32.029-08:00</updated><title type='text'>Parę słów tytułem wstępu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zacznę od stwierdzenia o charakterze politycznym: &lt;b&gt;lubię czytać&lt;/b&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lubię też rozmawiać o książkach, dzielić się spostrzeżeniami, bezustannie marudzić na niezbyt udane tworzywo literackie czy wreszcie wciskać coś komuś na siłę, bo "na pewno się spodoba". Tak, mimo to mam jeszcze przyjaciół ;) Postanowiłam jednak nadać swej okołoksiążkowej ekspresji nową formę. I tak oto powstał ten blog.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dlaczego "autobusem przez bibliotekę"? Ano, nie należę, niestety, do szczęśliwców obdarzonych dużą ilością czasu wolnego oraz umiejętnością czytania z prędkością światła. Chwilę czasu (i ciepełko) niezbędną do wciągnięcia się w lekturę miłosiernie zapewniają mi autobusy - to tam czytam najwięcej, lekce sobie ważąc zaokienne uroki miasta stołecznego. Na drugim miejscu plasują się kolejki do dziekanatu, ale to już zupełnie nie nadawało się na nazwę ("Lektury umilające czas w niekończącym się kłębowisku ludzkim szturmującym drzwi do dziekanatu"... No właśnie, niekoniecznie).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Będę tu recenzować wszystkie książki, które uda mi się przeczytać - zamierzam walczyć z rzeczywistością, by było ich jak najwięcej. Należy spodziewać się dominacji tematyki azjatyckiej: każdy ma swoje hobby, a moim jest Azja Wschodnia i Południowo-Wschodnia. Poza tym lubię też fantastykę - najchętniej rozjeżdżam ją czołgiem w dowód szczerej sympatii - oraz tzw. smutne książki o życiu, które mogą być fantastyką albo dziać się w Azji, ale nie muszą ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mam nadzieję, że uda się Wam znaleźć w tym zakątku coś ciekawego dla siebie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6079968420730047993-8989053896358840241?l=autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/feeds/8989053896358840241/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/2012/01/pare-sow-tytuem-wstepu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6079968420730047993/posts/default/8989053896358840241'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6079968420730047993/posts/default/8989053896358840241'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://autobusem-przez-biblioteke.blogspot.com/2012/01/pare-sow-tytuem-wstepu.html' title='Parę słów tytułem wstępu'/><author><name>panna Marchewka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06266690037044863662</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-cmMYpIn_6Xc/TxBw4KkDl3I/AAAAAAAAABU/hdIwSVPdQLw/s1600/file.php%253Favatar%253D10720_1293706695.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
